Wydawało się, że kino superbohaterskie może wkrótce wejść w fazę zmęczenia materiału. Kolejne sequele, wielkie bitwy, przeplatające się wątki i postaci – wszystko to zaczynało przypominać niekończący się maraton. Ale nie oszukujmy się – każdy z nas wciąż ma ochotę usiąść przed ekranem, kiedy zapada ciemność, a z głośników rozbrzmiewają znajome motywy muzyczne. Lata 2026 i 2027 udowodnią, że filmy o superbohaterach jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa. Wręcz przeciwnie – nadchodzą z nową energią, nowymi twarzami i zupełnie inną narracją.
Na horyzoncie pojawiają się zarówno dobrze znane marki, jak i świeże projekty, które mogą kompletnie odmienić krajobraz popkultury. Z jednej strony mamy powrót Marvela do formy, w postaci przełomowych produkcji takich jak Avengers: Doomsday czy wyczekiwane Avengers: Secret Wars. Z drugiej strony – przebudowane i w pełni przemyślane uniwersum DC, gdzie w centrum znajdzie się Superman: Man of Tomorrow, Supergirl: Woman of Tomorrow oraz zaskakujący Clayface, który może nadać całemu nurtowi ton bardziej mroczny, dramatyczny, a może nawet psychologiczny.
Nie da się ukryć – jesteśmy świadkami zmiany pokoleniowej. Bohaterowie, z którymi dorastaliśmy, ustępują miejsca nowym. A twórcy coraz odważniej eksperymentują – nie tylko z formą wizualną, ale też z treścią i gatunkiem. Filmy DC mają szansę sięgnąć po kino noir i horror. Filmy Marvela zaczynają flirtować z dramatem egzystencjalnym i dekonstrukcją bohatera. To już nie są tylko produkcje dla fanów efektów specjalnych – to duże, wielowymiarowe opowieści o tożsamości, relacjach, odpowiedzialności.
Warto też zauważyć, że filmy o superbohaterach przestają być tylko „marvelowskie” czy „dc-owskie”. Rozszerzają się o osobne byty – takie jak Spider-Man w wersji Brand New Day, który rozgrywa się na styku różnych rzeczywistości i wciąż balansuje między Sony a Marvel Studios. To już nie jest proste „kino komiksowe”. To złożona mozaika światów, które się łączą, rywalizują, ale też wzajemnie inspirują.
My – widzowie – jesteśmy w samym środku tego popkulturowego tsunami. I to jest niezwykle ekscytujące. Zamiast odwracać się plecami, lepiej przygotujmy się na to, co nadchodzi. Bo lata 2026 i 2027 zapowiadają się jak kolejna era – może nie złota, ale z pewnością przełomowa. Jeżeli kiedykolwiek mieliśmy ochotę wrócić do kina z wypiekami na twarzy, teraz mamy ku temu powód.
W końcu filmy Marvela i filmy DC nie tylko rywalizują ze sobą – one wzajemnie się napędzają. A to oznacza jedno: czeka nas prawdziwa lawina widowisk, emocji i historii, które zostaną z nami na długo. Nie czas jeszcze zamykać tego rozdziału. On dopiero się zaczyna.
DC z nowym rozdaniem – co pokaże James Gunn?
Superman: Man of Tomorrow – drugi rozdział historii nowego Człowieka ze Stali
Kiedy w 2025 roku na ekrany kin trafił „Superman” w reżyserii Jamesa Gunna, fani filmów DC poczuli, że to wreszcie właściwy kierunek. Po latach chaosu narracyjnego i stylistycznych eksperymentów DC Studios zaczęło budować spójną, emocjonalnie angażującą wizję swojego uniwersum. „Superman: Man of Tomorrow”, zapowiedziany na 2027 rok, będzie bezpośrednią kontynuacją tej historii – i jednym z najważniejszych punktów całego nowego rozdziału DCU.
W przeciwieństwie do wielu wcześniejszych prób przedstawienia Człowieka ze Stali, Gunn nie tworzy postaci nieomylnego boga, lecz bohatera z ludzkimi słabościami i wątpliwościami. Pierwszy film pokazał jego początki i zderzenie ideałów z rzeczywistością. „Superman: Man of Tomorrow” ma pójść krok dalej – to opowieść o dorastaniu do symbolu, o konsekwencjach decyzji, które zmieniają świat. Nowy Superman nie będzie już jedynie obrońcą Metropolis, ale postacią mierzącą się z globalną odpowiedzialnością i pytaniem: jak zachować człowieczeństwo, kiedy wszyscy oczekują doskonałości?
Stylistycznie film ma być bardziej dojrzały i surowszy. Gunn zapowiada, że w sequelu zobaczymy większy rozmach, ale też głębsze emocje. Inspiracje komiksami z serii „For All Seasons” i „All-Star Superman” pozostają wyczuwalne, jednak tym razem nacisk zostanie położony na relacje i ideowy konflikt pomiędzy nadzieją a cynizmem współczesnego świata. To już nie będzie historia o odkrywaniu mocy, ale o cenie, jaką trzeba zapłacić za ich używanie.
Supergirl: Woman of Tomorrow – kobieca siła w kosmicznej odsłonie
Po raz pierwszy w historii filmów DC Supergirl dostaje pełnokrwistą, solową produkcję opartą na jednej z najciekawszych serii ostatnich lat. „Woman of Tomorrow” autorstwa Toma Kinga to komiks wyjątkowy – melancholijny, brutalny, piękny wizualnie. I wszystko wskazuje na to, że film będzie równie odważny.
Supergirl nie będzie kopią Supermana. To historia o dziewczynie, która przetrwała zniszczenie rodzinnego świata, żyła na marginesie cywilizacji i uczyła się siły nie z symboli, ale z przetrwania. Jej opowieść to emocjonalna bomba – o gniewie, stracie i potrzebie znalezienia sensu w chaosie. Jeśli film zachowa ten ton, może okazać się nie tylko jednym z najlepszych filmów o superbohaterach ostatnich lat, ale też manifestem kobiecej niezależności i odwagi.
Clayface – mrok, który może zaskoczyć wszystkich
Być może najbardziej nieoczywistym punktem nowego uniwersum DC jest zapowiedź filmu o Clayface’ie – złoczyńcy znanym dotąd głównie fanom Batmana. Ale tym razem nie chodzi o klasycznego przeciwnika z kreskówki. Gunn i spółka stawiają na psychologiczny dramat z elementami body horroru. I to może być przełom.
Clayface to tragiczna postać – aktor, który traci siebie w pogoni za rolą, a jego ciało dosłownie rozpada się na oczach widzów. Film ma być studium tożsamości, lęku i destrukcji – w klimacie, który bardziej przypomina kino Ariego Astera niż klasyczny blockbuster. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to może być pierwszy film DC, który trafi do selekcji festiwali jako dzieło artystyczne, a nie tylko komercyjna superprodukcja.
Marvel Cinematic Multiverse – chaos, który ma sens?
Avengers: Doomsday – nowe rozdanie, stare grzechy
Po wydarzeniach z „Endgame” Marvel musiał zmierzyć się z niełatwym zadaniem: jak podtrzymać zainteresowanie widzów po emocjonalnym apogeum? Odpowiedź pojawi się w 2026 roku pod postacią Avengers: Doomsday. Film ten ma być punktem zwrotnym w trwającej od lat opowieści o multiwersum – i przywrócić marce ciężar emocjonalny, który zniknął gdzieś po „No Way Home”.
„Doomsday” to nie tylko tytuł – to zapowiedź końca pewnej epoki. Bohaterowie będą musieli zmierzyć się nie tylko z nowym zagrożeniem, ale też z konsekwencjami własnych wyborów. Fabuła ma zderzyć różne wersje tych samych postaci, ukazując, że nie istnieje jeden prawdziwy „Avengers”. Chaos stanie się narzędziem narracyjnym, a nie przeszkodą.
Marvel stawia na powagę. Po latach żartów i autoironii nadchodzi moment refleksji. Avengers: Doomsday może być dla MCU tym, czym był „Logan” dla X-Men – brutalnym, dojrzałym i bezkompromisowym rozliczeniem z mitologią superbohatera.
Avengers: Secret Wars – pożegnanie czy nowy początek?
Jeśli „Doomsday” ma rozbić wszystko na kawałki, to Avengers: Secret Wars (2027) ma być próbą złożenia tego świata na nowo. To wielkie wydarzenie, inspirowane komiksami z lat 80. i 2015 roku, w których rzeczywistości zderzają się ze sobą, a granice pomiędzy dobrem i złem się zacierają.
To w „Secret Wars” możemy spodziewać się powrotów – postaci, których już nie ma, wersji bohaterów z innych uniwersów, nowych aktorów w znanych rolach. Jeśli plotki się potwierdzą, zobaczymy na ekranie wiele twarzy z przeszłości MCU – i być może ostatni raz usłyszymy znane nam głosy.
Marvel stawia wszystko na jedną kartę. Avengers: Secret Wars to nie tylko film – to zamknięcie całej sagi i jednocześnie zaproszenie do nowej. Jeśli zrobią to dobrze, MCU przeżyje drugą młodość. Jeśli nie – może się rozpaść pod ciężarem własnych ambicji.
Spider-Man na nowo – „Brand New Day” w praktyce
Choć wielu myślało, że historia Petera Parkera dobiegła końca wraz z „No Way Home”, Sony i Marvel mają zupełnie inne plany. W 2027 roku na ekrany trafi Spider-Man: Brand New Day – film, który ma otworzyć zupełnie nowy rozdział w życiu Pająka i (być może) zerwać z dotychczasową formułą.
Tytuł nawiązuje do kontrowersyjnej serii komiksowej, w której Peter Parker traci pamięć świata o swojej tożsamości, a jego życie zaczyna się od nowa. Jeśli film pójdzie tą drogą, możemy spodziewać się nie tylko narracyjnego resetu, ale też zmiany tonu. Mniej patosu, więcej codzienności. Mniej multiversum, więcej człowieka.
Spider-Man: Brand New Day może być odpowiedzią na zmęczenie gigantyzmem MCU. Prosta historia chłopaka, który znowu musi odnaleźć swoje miejsce w świecie. Jeśli dobrze to rozegrano, będzie to powrót do korzeni – a jednocześnie nowa jakość w opowieści o bohaterze, który od lat łączy pokolenia widzów.